Upadek Ameryki - recenzja filmu "Civil War"

"Civil War" to przerażająca wizja wojny domowej w USA. Alex Garland nie bierze jeńców i przedstawia nam ją w najbardziej okrutny i brutalny sposób. Film oglądamy z perspektywy dziennikarzy, o których sporo ma tu Garland do powiedzenia. 

Film wydaje się być apolityczny jak najbardziej tylko może, jednak nie sposób nie zauważyć tu pewnych odniesień do naszego świata. Garland nie staje ostatecznie po żadnej ze stron, ale sam film też tego nie wymaga. To przede wszystkim przestroga przed wojną domową i jej absurdem i okrucieństwem. Garland w znakomity sposób obnaża coraz to kolejne jej oblicza ukazując nam przerażające sytuacje, w których muszą sobie nasi bohaterowie poradzić. 

Najbardziej wymowną sceną jest ta z Jessem Plemonsem (krótka, ale wybitna rola). Najlepiej uwypukla ona grzechy wojny, w tym przede wszystkim jej bestialstwo i niejako też bezsensowność. Garland również fenomenalnie buduje w tej scenie napięcie i trzyma widza za gardło. Budzi w nas ogromny lęk i niepokój, i sprawia, że siedzimy na krawędzi fotela przyspawani do ekranu. Od początku filmu prowadzi nas i buduje klimat i napięcie tak naprawdę do tej sceny, podczas której wszystkie te emocje wybuchają. Potem niestety tempo trochę siada, i rozkręca się znów w finale filmu. Ale to chyba mój jedyny zarzut do niego. 

Dzieło Garlanda podejmuje również temat dziennikarstwa wojennego i jego granicach etycznych i moralnych. Garland ukazuje nam bestialstwo ludzi z karabinami, jednak ukazuje też problemy ludzi po drugiej stronie aparatu, dziennikarzy Lee, Joela, Jessie i Sammy'ego. Tutaj Garland stawia bohaterów w sytuacjach gdzie muszą podejmować pewne moralne decyzje, ukazując nam ich rozterki odnośnie przekraczania granic dziennikarskiej etyki. Dobrze działa tu kontrastowanie ze sobą postaci i zestawianie ich obok siebie. Na przykładzie, Lee i Jessie, których relacja i dynamika to w zasadzie solidny kręgosłup tego filmu. Przez te postacie Garland świetnie ukazuje obnażanie tej reporterskiej maski, a z drugiej strony zbytnie zatapianie się w pozbawionej emocji pracy dziennikarza i bierności wobec ludzkiego cierpienia. 

Technicznie ten film pożera widza do swojego świata i do końca filmu z niego nie wypuszcza. Nie da się nie zachwycać tymi pięknymi (niejako w swojej okrutności) zdjęciami. Garland uchwycił w znakomity i przerażający sposób upadek Ameryki. Jeszcze lepszy jest tutaj montaż, dzięki któremu sceny przerywane są nieraz zdjęciami robionymi przez naszych bohaterów. Bardzo dobry zabieg, który jeszcze bardziej umacnia realność tego świata. I oczywiście dźwięk, który powala przy każdej okazji. Słychać i czuć tutaj każdy strzał z karabinu, co oczywiście świetnie podnosi immersję. Również dobór muzyki jest świetny, ponieważ dobrze kontrastuje ona z obrazami na ekranie.

Muszę jeszcze pochwalić aktorów, z których każdy z nich gra inną, ale zniuansowaną postać. Najlepiej wypada Kirsten Dunst. Wybitnie gra mimiką, ukazuje szeroką paletę emocji, od obojętności do rozpaczy. Dużym zaskoczeniem okazała się również Cailee Spaeny ze swoją dziecięca fantazją i ambicją. 

"Civil War" Alexa Garlanda to dzieło obecnie ważne, przerażające, efektowne i zapadające w pamięć. Rozumiem wszelakie zarzuty wobec tego filmu, ale nie da się przejść obok niego obojętnie. W mojej jednak ocenie jest to wybitny film, wspaniały technicznie i mówiący dojrzale o sprawach, wobec których pewne obawy są jak najbardziej słuszne.

Ocena: 9/10


Prześlij komentarz

0 Komentarze