"Challengers" Luci Guadagnino to jeden z tych filmów, za które kochamy kino. Czysta i szczera definicja kina, która powala treścią i zachwyca formą. Dla mnie osobiście to największe jak narazie zaskoczenie tego roku, ponieważ na film zbytnio nie czekałem, a sam tenis jest mi praktycznie obcy. Jednak w "Challengers" to nie do końca o tenis chodzi.
Tenis w filmie jest narzędziem, którego Luca Guadagnino fantastycznie używa, by oddać uczucia i emocje, które w kulminacyjnych monetach aż wylewają się z ekranu. Sam film jest emocjonalną bombą, wybuchającą w finale z ogromną siłą rażenia. O samym finale jeszcze wspomnę później.
![]() |
| fot. "Challengers" reż. Luca Guadagnino |
Najważniejszym aspektem "Challengers" jest trójkąt miłosny naszych głównych bohaterów. To on jest tutaj kręgosłupem tego filmu i wokół niego Luca Guadagnino obudowuje całą narrację. Najbardziej ambitną oraz zdeterminowaną postacią jest tu Tashi. To ona tak naprawdę pociąga za sznurki i definiuje poniekąd losy naszej dwójki chłopaków, Arta oraz Patricka. Dwójka bohaterów z zupełnie innych biegunów, tak dobrze ze sobą kontrastujących. Art, ten bardziej wycofany i spokojny, a z drugiej strony Patrick, charyzmatyczny i nieco egocentryczny. Po środku nich stoi Tashi, z jednej strony pewna siebie, ale z drugiej bardzo opanowana. Oparcie więc historii na tak charakterologicznie złożonych postaciach było fantastycznym pomysłem. Śledzenie ich relacji, wymiany zdań czy spojrzeń dostarczyło niezwykłych doświadczeń, ponieważ tak niejednoznacznych ludzkich emocji w kinie nie było od naprawdę dawna.
Problematyka relacji pozwala Guadagnino na przedstawienie zwyczajnych ludzkich odruchów i zachowań. W dużej mierze "Challengers" to film o szukaniu w sobie pasji, dążeniu do celu za wszelką cenę czy też nadmiernej, a wręcz toksycznej ambicji. To wszystko zamknięte w otoczce dramatu sportowego.
Przez cały film śledzimy losy bohaterów przeskakując na osi czasu. Jest to świetny zabieg narracyjny, gdyż obudowuje nam on znakomicie pod względem emocjonalnym mecz między Artem, a Patrickiem w teraźniejszości, który wiele razy pojawia się w trakcie oglądania. Luca Guadagnino zrobił z niego szkielet narracyjny, który jest stopniowo nadbudowywany przez retrospekcje. To właśnie pozwala aby finał filmu wybrzmiał tak znakomicie.
![]() |
fot. "Challengers" reż. Luca Guadagnino |
Filmowo jest to dzieło bardzo seksowne, niepozwalające ściągnąć oczu z ekranu, hipnotyzujące i wręcz magiczne. Od pierwszych scen Luca Guadagnino czaruje widza obrazem i dźwiękiem, i nie puszcza go do samego końca. Aktorsko jest również znakomicie, bo Zendaya, ale także Mike Faist oraz Josh O'Connor grają w "Challengers" role życia i z pewnością będę trzymał za całą trójkę kciuki na Oscarach.
"Challengers" to dla mnie ogromna niespodzianka, film który zostawił mnie w dużym poruszeniu i emocjach, ale także oczarował audiowizualnie. Obraz Luci Guadagnino jest jednym z najbardziej oryginalnych i kreatywnych filmów ostatnich lat. Pod każdym aspektem jest co najmniej świetny, a za kilka(naście?) lat może być postrzegany jak jeden z najlepszych przedstawicieli swojego gatunku.
Ocena 9/10



0 Komentarze